Jak uratowaliśmy 5400 zł na jednym transporcie z Chin
Zaczęło się od błędu przy rezerwacji kontenera dla klienta z Dolnego Śląska, który sprowadzał komponenty stalowe z Ningbo. Przez złe obliczenia objętości towaru, firma miała zapłacić za niemal pusty drugi kontener, ale w 4 dni zmieniliśmy cały plan logistyczny. Wykorzystaliśmy pociąg i terminal w Małaszewiczach, co ścięło fakturę o dokładnie 5420 zł.
Błąd w obliczeniach, który kosztowałby 5420 zł
Klient zadzwonił do nas we wtorek o godzinie 9:15, będąc w kropce. Jego dostawca z Chin przygotował towar o łącznej objętości 83 metrów sześciennych. To pechowa liczba w logistyce morskiej. Jeden standardowy kontener 40-stopowy mieści około 67-70 metrów sześciennych. Zostało więc 13-16 metrów, które nie mieściły się w pierwszej partii. Pierwotny plan zakładał wynajęcie drugiego kontenera LCL (drobnicy), co przy aktualnych stawkach frachtu z października 2024 roku windowało koszty o dodatkowe 1870 dolarów. Logistyka bez zbędnych ruchów wymagała natychmiastowej rewizji tych planów.
Przeanalizowaliśmy specyfikację pakowania w 35 minut. Okazało się, że towar to ciężkie odlewy, które można piętrować, ale chiński spedytor o tym nie wspomniał. Zamiast pchać się na statek, gdzie czas oczekiwania na wolne miejsce w porcie Ningbo wynosił wtedy 8 dni, zaproponowaliśmy transport kolejowy. Sprawdziliśmy fakty na mapie i wyszło nam, że pociąg nie tylko będzie szybszy o 16 dni niż statek do Gdyni, ale pozwoli na wykorzystanie kontenera o większej ładowności, gdzie te 83 metry sześcienne upchaliśmy przy innym ułożeniu palet. Liczymy każdy kilometr, więc zmiana trasy z morskiej na szynową była tutaj logicznym krokiem biznesowym.
Zamiast płacić za przewożenie powietrza w drugim kontenerze, zmieniliśmy środek transportu i sposób ułożenia 47 palet.
Dlaczego kolej przez Małaszewicze wygrała z morzem
W listopadzie 2024 roku stawki za transport morski były nieprzewidywalne. Fracht kolejowy oferował stałą cenę 6400 dolarów za cały transport od drzwi do drzwi. Transport morski z doładunkiem drobnicy kosztowałby łącznie 7820 dolarów. Różnica wyniosła 1420 dolarów, co po kursie z dnia rozliczenia dało dokładnie 5420 zł oszczędności. Dodatkowym atutem był czas. Pociąg z Zhengzhou do Małaszewicz jedzie średnio 11-14 dni roboczych. Statek płynie 38 dni, a potem trzeba doliczyć 3-4 dni na wyładunek w porcie i transport drogowy do Wrocławia.
Mniej spalin, więcej zysku to dla nas konkret. Pociąg emituje o 67% mniej dwutlenku węgla niż statek na tej samej trasie, biorąc pod uwagę odległości. Dla klienta z branży produkcyjnej pod Legnicą, który musi raportować ślad węglowy swoim odbiorcom z Niemiec, był to mocny argument. Ale szczerze mówiąc, najbardziej liczył się fakt, że komponenty dotarły na linię montażową 19 dni wcześniej, niż zakładał pierwotny harmonogram. To pozwoliło uniknąć przestoju na hali, który kosztowałby firmę około 2300 zł za każdą zmianę roboczą.

Procedura celna bez zbędnego czekania
Wiele firm boi się kolei ze względu na rzekome korki na granicy w Małaszewiczach. Prawda jest taka, że przy dobrze przygotowanych dokumentach odprawa trwa u nas średnio 4.49 godziny. W tym konkretnym przypadku błąd w fakturze handlowej od chińskiego dostawcy wyłapaliśmy jeszcze, gdy pociąg był w Kazachstanie. Dzięki temu poprawiony dokument trafił do systemu celnego 3 dni przed przyjazdem składu na polską granicę. Gdybyśmy czekali do momentu wpłynięcia statku do portu, poprawka zajęłaby pewnie 2 dni robocze postoju w terminalu kontenerowym.
Użyliśmy naszego wewnętrznego systemu do monitorowania statusu przesyłki, co pozwoliło nam umówić przewoźnika drogowego na konkretną godzinę odbioru we wtorek rano. Kierowca odebrał kontener o 10:15 i o 14:30 był już pod magazynem klienta w Środzie Śląskiej. Cały proces od wyjazdu z fabryki w Chinach do rozładunku w Polsce zamknął się w 17 dniach kalendarzowych. To tempo, którego transport morski nie jest w stanie przebić, chyba że przy dopłacie za serwis ekspresowy, który zrujnowałby opłacalność całej produkcji części.
Wyłapanie błędu w papierach, gdy towar był jeszcze w Kazachstanie, uratowało nas przed 2 dniami płatnego postoju.
Bilans końcowy: 18% mniej na fakturze
Podsumujmy liczby, bo one są najważniejsze. Koszt transportu morskiego z dodatkową drobnicą wyniósłby 31 280 zł. Koszt transportu kolejowego, który zorganizowaliśmy, zamknął się w kwocie 25 860 zł. Oszczędność to 5420 zł. Dodatkowo klient zaoszczędził na kosztach finansowania towaru – pieniądze zamrożone w metalowych częściach 'pracowały' o 19 dni krócej na trasie. Przy wartości towaru 187 000 zł, daje to kolejne kilkaset złotych oszczędności na odsetkach kapitałowych. To są realne zyski małej firmy produkcyjnej.
W Qoladesign Supply Chain nie bawimy się w teoretyczne wykresy. Po prostu sprawdzamy fakty na mapie i w tabelach stawek frachtowych. Ten przypadek pokazuje, że rutyna w logistyce jest najdroższa. Gdyby klient nie poprosił o drugą opinię, zapłaciłby pełną stawkę za morze i czekał na towar do połowy grudnia. Teraz jego maszyny już pracują, a 5400 zł zostało na koncie firmy jako fundusz na premie świąteczne dla 9-osobowej załogi warsztatu. Logistyka bez zbędnych ruchów to właśnie takie decyzje podejmowane w oparciu o twarde dane.


